Prawa autorskie

Wszystkie prace, zdjęcia i teksty zamieszczone w tym blogu są wyłącznie moją własnością, a jeśli tak nie jest wyraźnie to zaznaczam. Kopiowanie, wykorzystywanie, rozpowszechnianie, przetwarzanie w jakikolwiek inny sposób zdjęć, tekstów oraz wzorów prac bez mojej zgody zabronione.

ZDJĘCIA

Wszystkie prezentowane na blogu zdjęcia są wykonane przeze mnie i moją córkę.
Nie wyrażam zgody na ich kopiowanie i rozpowszechnianie.

Obserwatorzy

czwartek, 12 lipca 2012

Zmęczenie

Dawno tu nie zaglądałam ale ostatnio dużo czasu zajmowały mi wszelkie badania i wizyty u najróżniejszych lekarzy.Finałem tych badań i wizyt była ostatnie wizyta u onkologa z całym wachlarzem badan i konsultacji lekarskich.I wydawać by się mogło,że powinnam tryskać entuzjazmem być w euforii .A tu nic takiego,czuję się wyprana ,wymęczona.Zmuszam się do codziennego wstawania,do codziennych zajęć,do robienia czegokolwiek.Ponoć to normalny w tym wypadku stan.Według onkologa to praktycznie jestem wyleczona,ale dla pewności we wrześniu rozpoczynam kolejną serię chemii,zachowawczej.Już nie tak ciężkiej jak poprzednia,już nie na oddziale ale na oddziale dziennym,osiem kolejnych wlewów co tydzień.Znikły wszystkie guzki przerzutowe ale jeszcze są podwyższone markery.a teraz muszę leczyć "skutki leczenia" i do końca września powinnam sobie z tym poradzić,W tragicznym stanie jest żołądek i cały przewód pokarmowy ,mocno zniszczona mimo leków osłonowych  błona śluzowa żołądka,spora niewydolność nerek.Na szczęście odstawiono większość leków farmakologicznych wprowadzając leki ziołowe. Wydawać by się mogło,że to leczenie będzie tańsze,nic bardziej błędnego dobre i skuteczne preparaty ziołowe czasem droższe od leków farmakologicznych.tym bardziej,że tu żadnych zniżek nasza służba zdrowia nie przewiduje.A że mój organizm szybciej na zioła reaguje wyraźnie widać po stanie wątroby.Bo nie drogie i podobno bardzo dobre leki farmakologiczne pomogły a właśnie naturalne,ziołowe.
Chciałabym ,żeby już koniec z tym był,ale to pono walka już do końca życia.chwilami mam już dosyć .Najgorsze to to,że finanse są marne,marna rencina,niewielkie zarobki męża i na dodatek i on zaczyna mi chorować,37 lat pracy jako mechanik samochodowy ,przy ciężkich samochodach mocno nadwyrężyły jego zdrowie,a jeszcze i zamartwianie się mną też nie za dobrze na nim się odbiło .a tu jeszcze nie spłacone długi po pożarze a nowe związane z leczeniem doszły.
Na dodatek nic ostatnio nie udaje mi się zrobić na sprzedaż,jakiś martwy sezon.Przygotowuje już wyroby na święta ,bo to dobry okres i zawsze wtedy nie mogłam nadążyć z robotą.
Obraz dla córy już wyhaftowałam,jak będę miała jaki drobne nadwyżki kasy (kiedy to będzie?) to go oprawię.Tak wygląda jeszcze przed praniem i krochmaleniem
Żeby oderwać myśli od tych wszystkich kłopotów zaczęłam trochę kręcić wiklinę .I tak powstały te wyroby.Filiżanki na szczęście znalazły nabywców ,to trochę , choć niewiele wpadło grosza do portfela.






a dla siebie zrobiłam pudełka na różności i kilka osłonek na doniczki,na fiołki ,których rozchodowałam sobie sporo.


z resztek rureczek ,takich cienkich zwijanych ze starych książek telefonicznych zrobiłam już na święta kila dzwoneczków,jeszcze nie wszystkie pomalowane,nie mam narazie farbki,na jeden mi tylko starczyło,tak będą wyglądać

No może kwiatki będą inne ,muszę wymyślić i zrobić małe gwiazdki betlejemskie do zdobienia tych dzwonków.Niby pomysł już mam,ale dziurkacz mi jeden potrzebny a nigdzie go nie ma,kasę na niego mam,bo dostałam na imieniny kasę ,i ma być ona tylko dla mnie a nie do domu,a i tak w końcowym efekcie przyniesie pożytek wszystkim.
No to biorę się do kręcenia rurek,bo coś trzeba robić a wszystkie plany wakacyjne wzięły w łep,raz ,że nie ma kasy,a dwa,że zabroniła mi lekarka zbyt dalekich wyjazdów od domu,mam się oszczędzać ,za dużo nie przemęczać,a taki wyjazd to ponoć za ciężki dla wymęczonego chorobą organizmu a i zmiana klimatu też ponoć nie wskazana.

Pozdrawiam wszystkich ,którzy tu do mnie zaglądają,czytają oglądają.Dziękuję za wszystkie komentarze,za wsparcie,w ogóle dziękuję za wszystko.
Wszystkim i każdemu z osobna życzę przede wszystkim zdrowia i takich przyjaciół jak mnie udało się mieć.

9 komentarzy:

violi igłą malowane pisze...

Lucynko cieszą mnie wieści że masz się dobrzej ,jak można mieć się w tej sytuacji ..
Śliczny i pracochłonny obraz dla córki zrobiłaś , tak sobie myślę że może byś spróbowała zrobić ramkę z papierowej wikliny . Nie wiem czy robisz z wikliny wianki okrągłe interesował by mnie biały bez dodatków i o średnicy 30 cm .
Napisz do mnie co o tym myślisz ...
Pozdrawiam ...

Pracowite Słoneczko pisze...

Wszystkie rzeczy z wikliny bardzo piękne,a obrazek taki pracochłonny...cudowny jest!

Pozdrawiam ciepło:)

Joanna pisze...

Wiklinowe filiżanki są śliczne :) Dobrze czytać, że lepiej się już czujesz :) Będzie dobrze :) Miłego dnia :)

Joanna pisze...

Obraz jest piękny :)

Maly Os pisze...

Gratulacje i powodzenia w leczeniu z leczenia! Twoje prace są cudowne, niewiarygodne, ile czasu na nie poświęcasz. Wychodzą Ci przepięknie!

ania38 pisze...

super ze dobrze się czujesz, odpoczywaj przy plecionkach, a prace są bardzo ładne często wpadam pocieszyć oko oglądając twoje wiklinowe prace , obraz czasochłonny napewno córce się spodoba :)

Baukje pisze...

your work is beautiful I love it!
have a good weekend!
Greetings from Holland
Baukje

Maya pisze...

O, rany! Podziwiam Twoje zręczności. Są przecudne:-). Kundziu, weszłam tu z klubu seniora i myslę, że mnie nie przegonisz? :-)).Pozdrawiam serdecznie.

Anonimowy pisze...

Lucynko wiadomości nt. Twojego zdrowia są bardzo dobre, ale wiadomo, że po tak drastycznym leczeniu organizm musi mieć czas się zregenerować. Powoli będą wracały siły, lepsze samopoczucie i chęć do pracy. Będzie dobrze! Tyle już przeszłaś, więc co to dla Ciebie tych parę tygodni, by organizm odreagował. Życzę zdrówka :-) danfi

LinkWithin