Moje życie jakie jest,radości,troski,kłopoty. Moje pasje i zainteresowania,co lubie robić,co mi sprwia radość,pomaga w codziennych zmaganiach z chorobą.
Prawa autorskie
Wszystkie prace, zdjęcia i teksty zamieszczone w tym blogu są wyłącznie moją własnością, a jeśli tak nie jest wyraźnie to zaznaczam. Kopiowanie, wykorzystywanie, rozpowszechnianie, przetwarzanie w jakikolwiek inny sposób zdjęć, tekstów oraz wzorów prac bez mojej zgody zabronione.
ZDJĘCIA
Wszystkie prezentowane na blogu zdjęcia są wykonane przeze mnie i moją córkę.
Nie wyrażam zgody na ich kopiowanie i rozpowszechnianie.
Nie wyrażam zgody na ich kopiowanie i rozpowszechnianie.
Obserwatorzy
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mój ogród. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mój ogród. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 5 marca 2013
Wiosna nadchodzi
Od dwóch dni u nas piękna słoneczna słoneczna pogoda,ciepło -ale tylko przez okno,bo w gruncie rzeczy zimno.Ale ogródek zaczyna żyć,tulipany wyszły z ziemi już więcej jak 2 cm na ziemię,narcyze i żonkile pędzą w górę .No i oczywiście zakwitły pierwsze wiosenne kwiaty,ranniki uśmiechają się do słońca a przebiśniegi kwitną pięknie.Nie wiem skąd ich się aż tyle w ogródku wzięło ,w ubiegłym roku były tylko 3 niewielkie kępki.Chyba buszujące w ogrodzie nornice rozniosły cebulki po całym ogrodzie,nawet na trawniku się pokazały.
niedziela, 27 maja 2012
Normalnie żyć
Dzis pod postem znalazłam komentarz
"Kundziu…
Rok temu obowiązkowe badanie, a potem kolejne pokazały,
że mam nowotwór. Świat mi się zawalił,
nie wiedziałam jak odnaleźć się w nowej sytuacji.
Wówczas trafiłam do Twojego zacisza .
Twoje kolejne wpisy (na które czekałam) dodawały mi
odwagi i pokazywały, że można „normalnie”
funkcjonować, normalnie żyć, cieszyć się nawet
drobiazgami i planować przyszłość.
Dzisiaj chciałbym Ci podziękować
za prowadzenie tego wirtualnego dziennika.
Bardzo mi pomogłaś!!
Wierzę, że pokonasz chorobę, bo dobrzy ludzie
są dzisiaj bardzo bardzo potrzebni!
Pozdrawiam - Nominka"
Cieszę się,że to moje pisanie komuś pomogło.Zaczęłam pisać tego bloga po tym jak dowiedzialam się,że jestem chora,chciałam mieć miejsce,gdzie mogę z siebie wyrzucić to co czuję ,to jak się czuję.Nie zawsze jednak pisałam jak naprawdę się czuję,bo wydawało mi się ,że nikt nie jest w stanie uwierzyć,że sa takie chwile,że już nawet umrzeć by się wolało ,niż znosić ten cholerny ból.Towarzyszyłam tez innej blogerce,która tez zmagała się z chorobą,niestety ona przegrała,ja jeszcze nie.Nie wiem jak długo bede jeszcze walczyć z chorobą,nie wiem czy wygram,choć zasadniczo to ja tej myśli do siebie nie dopuszczam,narazie przerwano wszelkie leczenie,wątroba jest w takim stanie,że nie wytrzymałaby kolejnej dawki chemioterapii,organizm odrzuca leczenie sterydami,coraz więcej rzeczy mnie uczula,słaba tez jestem,że przejście 100m bardziej mnie męczy niż dawniej całodzienna wędrówka po górach.Ale chodze na spacery,cóż z tego ,że po takim spacerze pół dnia prześpię,może to lepsze jak siedzenie.bo i siedziec za bardzo nie mogę,kręgosłup boli jak cholera,rece cierpną ,stawy jakby mi kto w imadło wkładam.Znów dostałam całą serię badań,podejrzewaja jakąś firbomialgię,i tak czekam na tomografie i EEG głowy ,bo to ponoć ma potwierdzić albo wykluczyc chorobę.
I co z tego,że tak mi wszystko dokucza,przecież nie kupie sobie trumny ,nie położę się i nie będę na śmierć czekać,na tyle na ile to możliwe staram się żyć normalnie,jeżdżę na wycieczki do lasu,ze stołeczkiem,trochę pochodzę,trochę nad woda posiedzę ,świeżego powietrza nałykam,
Czyż nie pięknie tam jest?
A w domu robię co dam radę,jakiś obiad zawsze zrobię ,pranie (przecież to pralka pierze ,wystarczy wrzucić),do sprzątania się już nie nadaję ,ale co z tego pogonić domowników zawsze mogę.a resztę czasu poświęcam na robienie karteczek ,pudełeczek.Trochę udaje się zawsze sprzedać,to choć parę groszy wpadnie,bo znów nakręca się spirala niepopłaconych rachunków.I tak to żyję w miarę normalnie, na tyle na ile siły pozwalają.Już planuje wakacyjny wyjazd na morze,może jakoś uda się poradzić z finansami i choć na parę dni odetchnę morska bryza.a co z tego wyjdzie,to czas pokarze,na zapas nie ma się co martwić.
Teraz słoneczko swieci ide do ogrodu popatrzec na nieco zmarniały po tej zimie mój ogródek
"Kundziu…
Rok temu obowiązkowe badanie, a potem kolejne pokazały,
że mam nowotwór. Świat mi się zawalił,
nie wiedziałam jak odnaleźć się w nowej sytuacji.
Wówczas trafiłam do Twojego zacisza .
Twoje kolejne wpisy (na które czekałam) dodawały mi
odwagi i pokazywały, że można „normalnie”
funkcjonować, normalnie żyć, cieszyć się nawet
drobiazgami i planować przyszłość.
Dzisiaj chciałbym Ci podziękować
za prowadzenie tego wirtualnego dziennika.
Bardzo mi pomogłaś!!
Wierzę, że pokonasz chorobę, bo dobrzy ludzie
są dzisiaj bardzo bardzo potrzebni!
Pozdrawiam - Nominka"
Cieszę się,że to moje pisanie komuś pomogło.Zaczęłam pisać tego bloga po tym jak dowiedzialam się,że jestem chora,chciałam mieć miejsce,gdzie mogę z siebie wyrzucić to co czuję ,to jak się czuję.Nie zawsze jednak pisałam jak naprawdę się czuję,bo wydawało mi się ,że nikt nie jest w stanie uwierzyć,że sa takie chwile,że już nawet umrzeć by się wolało ,niż znosić ten cholerny ból.Towarzyszyłam tez innej blogerce,która tez zmagała się z chorobą,niestety ona przegrała,ja jeszcze nie.Nie wiem jak długo bede jeszcze walczyć z chorobą,nie wiem czy wygram,choć zasadniczo to ja tej myśli do siebie nie dopuszczam,narazie przerwano wszelkie leczenie,wątroba jest w takim stanie,że nie wytrzymałaby kolejnej dawki chemioterapii,organizm odrzuca leczenie sterydami,coraz więcej rzeczy mnie uczula,słaba tez jestem,że przejście 100m bardziej mnie męczy niż dawniej całodzienna wędrówka po górach.Ale chodze na spacery,cóż z tego ,że po takim spacerze pół dnia prześpię,może to lepsze jak siedzenie.bo i siedziec za bardzo nie mogę,kręgosłup boli jak cholera,rece cierpną ,stawy jakby mi kto w imadło wkładam.Znów dostałam całą serię badań,podejrzewaja jakąś firbomialgię,i tak czekam na tomografie i EEG głowy ,bo to ponoć ma potwierdzić albo wykluczyc chorobę.
I co z tego,że tak mi wszystko dokucza,przecież nie kupie sobie trumny ,nie położę się i nie będę na śmierć czekać,na tyle na ile to możliwe staram się żyć normalnie,jeżdżę na wycieczki do lasu,ze stołeczkiem,trochę pochodzę,trochę nad woda posiedzę ,świeżego powietrza nałykam,
Czyż nie pięknie tam jest?
A w domu robię co dam radę,jakiś obiad zawsze zrobię ,pranie (przecież to pralka pierze ,wystarczy wrzucić),do sprzątania się już nie nadaję ,ale co z tego pogonić domowników zawsze mogę.a resztę czasu poświęcam na robienie karteczek ,pudełeczek.Trochę udaje się zawsze sprzedać,to choć parę groszy wpadnie,bo znów nakręca się spirala niepopłaconych rachunków.I tak to żyję w miarę normalnie, na tyle na ile siły pozwalają.Już planuje wakacyjny wyjazd na morze,może jakoś uda się poradzić z finansami i choć na parę dni odetchnę morska bryza.a co z tego wyjdzie,to czas pokarze,na zapas nie ma się co martwić.
Teraz słoneczko swieci ide do ogrodu popatrzec na nieco zmarniały po tej zimie mój ogródek
wtorek, 11 października 2011
Jesienny ogród
Myślałam ,że z pomocą córy wysprzątamy dzis ogród na zimę ale niestety zdążyłyśmy tylko wykopać mieczyki i odgonił nas deszcz.I znów pewnie śnieg go przysypie i nie bedzie posprzątany.Sama n ie dam rady a córka nie zawsze jest w domu,jak jest pogoda to jej nie ma i tak w kółko.Trudno zdrowie ważniejsze jak ogród.
Parę lat temu sąsiad zmieniał wystrój ogrodu i wyrzucał wszystko co do ej pory rosło.Żal mi było krzaków róż,więc choć stare to wzięłam je i posadziłam na ogrodzie.Teraz cały rok mam piękne kwiaty .w porze pełnego kwitnięcia wygląda tak
Teraz zostały już ostatnie jesienne kwiaty,ale kwitnie cały czas do samych mrozów
Tak sie odwdzięczyła za zabranie ze śmietnika.
Jeszcze kwitną wzdłuż domu słoneczniki trwałe,koło nich nic robić nie trzeba jedynie trochę usuwać,bo gotowe są zarosnąć w całym ogrodzie.
Niedługo znów szaro i ponuro zrobi sie w ogrodzie.Mam nadzieję,że zdążę jeszcze posadzić tulipany,pozbierałam trochę na miejskich rabatkach ,jak kopali i wyrzucali po przekwitnięciu.
Parę lat temu sąsiad zmieniał wystrój ogrodu i wyrzucał wszystko co do ej pory rosło.Żal mi było krzaków róż,więc choć stare to wzięłam je i posadziłam na ogrodzie.Teraz cały rok mam piękne kwiaty .w porze pełnego kwitnięcia wygląda tak
Teraz zostały już ostatnie jesienne kwiaty,ale kwitnie cały czas do samych mrozów
Tak sie odwdzięczyła za zabranie ze śmietnika.
Jeszcze kwitną wzdłuż domu słoneczniki trwałe,koło nich nic robić nie trzeba jedynie trochę usuwać,bo gotowe są zarosnąć w całym ogrodzie.
Niedługo znów szaro i ponuro zrobi sie w ogrodzie.Mam nadzieję,że zdążę jeszcze posadzić tulipany,pozbierałam trochę na miejskich rabatkach ,jak kopali i wyrzucali po przekwitnięciu.
środa, 24 sierpnia 2011
Uf , jak gorąco....
Kolejny szalenie gorący dzień wreszcie się kończy,teraz nieco chłodniej się zrobiło ,ale mimo wszystko fontanna na czubku mojej głowy cały czas wylewa strugi wody,nawet nie nadążam pić,a lodów to dziś trzy zjadłam ,wspaniałe cytrynowe rożki z Lidla ,moje ulubione.Trochę te lody ulżyły w bólu w ustach od tej cholernej polekowej grzybicy.Dziś cały dzień żyję lodami i jogurtami,bo na nic innego nie mam smaku.
A w ogródku zakwitły mi gladiole,myślałam,że już nic z nich nie będzie ,pod koniec czerwca kupiłam takie wysuszone,sponiewierane cebulki,no i jednak wszystkie wzeszły i zaczynają kwitnąć.
Siedziałam sobie w mieszkaniu ,przy zaciągniętych storach i pozamykanych oknach w temperaturze na pewno mniejszej jak za oknem i plotłam,a jak się po południu cień w moim ogrodowym warsztaciku zrobił kończyłam,malowałam zrobione rzeczy .A to co dziś zrobiłam
Wymalowałam i przyozdobiłam zrobione w szpitalu buciki.Zdjęcia nie oddają prawdziwego lawendowego koloru wyrobów.Jeszcze jako "produkt uboczny " uplotłam dwa dzwoneczki.
Teraz pooglądam trochę seriali kryminalnych i będę czeka na wieści od córek,wracają już znad morza,przesiadkę mają w Poznaniu ,jak dadzą znać,że przesiadły się i jadą już prosto do domu ,pójdę spać.
A w ogródku zakwitły mi gladiole,myślałam,że już nic z nich nie będzie ,pod koniec czerwca kupiłam takie wysuszone,sponiewierane cebulki,no i jednak wszystkie wzeszły i zaczynają kwitnąć.
Siedziałam sobie w mieszkaniu ,przy zaciągniętych storach i pozamykanych oknach w temperaturze na pewno mniejszej jak za oknem i plotłam,a jak się po południu cień w moim ogrodowym warsztaciku zrobił kończyłam,malowałam zrobione rzeczy .A to co dziś zrobiłam
Wymalowałam i przyozdobiłam zrobione w szpitalu buciki.Zdjęcia nie oddają prawdziwego lawendowego koloru wyrobów.Jeszcze jako "produkt uboczny " uplotłam dwa dzwoneczki.
Teraz pooglądam trochę seriali kryminalnych i będę czeka na wieści od córek,wracają już znad morza,przesiadkę mają w Poznaniu ,jak dadzą znać,że przesiadły się i jadą już prosto do domu ,pójdę spać.
poniedziałek, 15 sierpnia 2011
Parny poniedziałek
Parno,duszno,nie do wytrzymania.Na ogrodzie dziś nie da się siedzieć,bo choć mnie komary nie gryzą ale to bezustanne brzęczenie koło uszów i siadanie ich na mojej łysej głowie niezmiernie działa mi na nerwy.
Siedzę więc w domu ,zwijam rurki.Myślałam ,że dziś coś pomaluję zwiniętych rurek ale pogoda sie nie nadaje,bo już dwa razy padał drobny deszczyk a one najlepiej schną na pełnym słońcu i po wyschnięciu nie farbują rąk,a jak parno i wilgotno fatalne się robią.
Dziś tak nie najlepiej się czuję,skończył mi się jeden lek,a nie zauważyłam ,że mam go mało i ciągle jest mi niedobrze,na wymioty ciągnie.A i ta pogoda nie wpływa dobrze.Mam nadzieje ,że do środy jakoś to zniosę aa w szpitalu już mnie kroplówkami wzmocnia przed chemią.Tak szybko ten czas leci odmierzany od wizyty do wizyty i pobytu w szpitalu,aż nie chce mi się wierzyć ,że to już pół roku minęło.Zwolnienie już dziś mi się kończy a z ZUS-u żadnej informacji,czy dadzą zasiłek rehabilitacyjny czy rentę.Następny miesiąc będzie bez kasy,jedynie z marną wypłatą za 14 dni chorobowego . A papiery w ZUS-ie już więcej jak miesiąc temu złożyłam.Ale co ich to obchodzi,oni mają swoje wcale niemałe zarobki,a ty męcz się albo umieraj dla nich to tylko zysk.
A tak poza tym to nic nowego,w domu cicho,dzieciaków nie ma,nie ma się kto kłócić,nie ma kogo po lody posłać,Beatka szybko na rowerze by przywiozła skądś.
Biorę się dalej za zwijanie rurek,jak wrócę ze szpitala będę miała z czego robić,i podreperuję kulejący budżet.
Już i tak ktoś mi wypomniał,że zamiast wysyłać dzieci na wakacje,mogłam im zarobione pieniądze odebrać i przeznaczyć na dom. Może i mogłam,ale im też sie coś należy,Młodsza Beatka ma przed sobą wcale nie lekką naukę ,a Aga i tak była mocno obciążona obowiązkami przez okres mojej choroby,z wielkim oddaniem zajmowała się mną po obydwóch operacjach i miała na głowie cały dom wszystkim zarządzając i dbając.Niech odpoczną ,bo jeszcze i mnie wiele czeka walki i nie raz będą mi pomocne.
Dziś tak sobie patrzyłam na mój ogród przed domem,ogród chory jak ja.Niby chwasty oplewione,ale córy jakoś zacięcia do ogrodu nie mają,a ja nie mogę i wszystko tak rośnie na pół dziko.Jeszcze i ślimaki narobiły sporo szkód,pozjadały młode sadzonki kwiatów.Przez zimę wyginęło mi trochę bylin,co corocznie zdobiły ogród.Tylko uparte róże jak zwykle pięknie kwitną i hibiskusy wzdłuż ogrodzenia tworzą piękny mur kwiatów.
Subskrybuj:
Posty (Atom)











