A do świąt już nie daleko ,niby kilka miesięcy a zleci ,że ani się człowiek obejrzy.zaczęłam juz przygotowywać obrazki do świątecznych kartek,bo to niezwykle mozolna robota ,kanwa najdrobniejsza ,haftuje podwójną nitką ,krzyżyki maleńkie ,dużo na raz nie da się zrobić bo oczy nie pozwolą i tylko za dnia przy naturalnym świetle robię .To jak narazie tyle zrobiłam
A wczoraj zrobiłam na szybko jedną karteczkę urodzinową dla dwulatki
Dziś zrobiłam sobie przerwę od haftowania i kartkowania i prawie cały dzień skręcałam rurki z papieru ,"przekręciłam" w ten sposób 4 książki telefoniczne.z książki telefonicznej najfajniejsze są rureczki na dzwonki świąteczne cieniutkie i delikatne.
Moje życie jakie jest,radości,troski,kłopoty. Moje pasje i zainteresowania,co lubie robić,co mi sprwia radość,pomaga w codziennych zmaganiach z chorobą.
Prawa autorskie
Wszystkie prace, zdjęcia i teksty zamieszczone w tym blogu są wyłącznie moją własnością, a jeśli tak nie jest wyraźnie to zaznaczam. Kopiowanie, wykorzystywanie, rozpowszechnianie, przetwarzanie w jakikolwiek inny sposób zdjęć, tekstów oraz wzorów prac bez mojej zgody zabronione.
ZDJĘCIA
Wszystkie prezentowane na blogu zdjęcia są wykonane przeze mnie i moją córkę.
Nie wyrażam zgody na ich kopiowanie i rozpowszechnianie.
Nie wyrażam zgody na ich kopiowanie i rozpowszechnianie.
Obserwatorzy
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą haft krzyżykowy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą haft krzyżykowy. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 31 lipca 2012
czwartek, 12 lipca 2012
Zmęczenie
Dawno tu nie zaglądałam ale ostatnio dużo czasu zajmowały mi wszelkie badania i wizyty u najróżniejszych lekarzy.Finałem tych badań i wizyt była ostatnie wizyta u onkologa z całym wachlarzem badan i konsultacji lekarskich.I wydawać by się mogło,że powinnam tryskać entuzjazmem być w euforii .A tu nic takiego,czuję się wyprana ,wymęczona.Zmuszam się do codziennego wstawania,do codziennych zajęć,do robienia czegokolwiek.Ponoć to normalny w tym wypadku stan.Według onkologa to praktycznie jestem wyleczona,ale dla pewności we wrześniu rozpoczynam kolejną serię chemii,zachowawczej.Już nie tak ciężkiej jak poprzednia,już nie na oddziale ale na oddziale dziennym,osiem kolejnych wlewów co tydzień.Znikły wszystkie guzki przerzutowe ale jeszcze są podwyższone markery.a teraz muszę leczyć "skutki leczenia" i do końca września powinnam sobie z tym poradzić,W tragicznym stanie jest żołądek i cały przewód pokarmowy ,mocno zniszczona mimo leków osłonowych błona śluzowa żołądka,spora niewydolność nerek.Na szczęście odstawiono większość leków farmakologicznych wprowadzając leki ziołowe. Wydawać by się mogło,że to leczenie będzie tańsze,nic bardziej błędnego dobre i skuteczne preparaty ziołowe czasem droższe od leków farmakologicznych.tym bardziej,że tu żadnych zniżek nasza służba zdrowia nie przewiduje.A że mój organizm szybciej na zioła reaguje wyraźnie widać po stanie wątroby.Bo nie drogie i podobno bardzo dobre leki farmakologiczne pomogły a właśnie naturalne,ziołowe.
Chciałabym ,żeby już koniec z tym był,ale to pono walka już do końca życia.chwilami mam już dosyć .Najgorsze to to,że finanse są marne,marna rencina,niewielkie zarobki męża i na dodatek i on zaczyna mi chorować,37 lat pracy jako mechanik samochodowy ,przy ciężkich samochodach mocno nadwyrężyły jego zdrowie,a jeszcze i zamartwianie się mną też nie za dobrze na nim się odbiło .a tu jeszcze nie spłacone długi po pożarze a nowe związane z leczeniem doszły.
Na dodatek nic ostatnio nie udaje mi się zrobić na sprzedaż,jakiś martwy sezon.Przygotowuje już wyroby na święta ,bo to dobry okres i zawsze wtedy nie mogłam nadążyć z robotą.
Obraz dla córy już wyhaftowałam,jak będę miała jaki drobne nadwyżki kasy (kiedy to będzie?) to go oprawię.Tak wygląda jeszcze przed praniem i krochmaleniem
Żeby oderwać myśli od tych wszystkich kłopotów zaczęłam trochę kręcić wiklinę .I tak powstały te wyroby.Filiżanki na szczęście znalazły nabywców ,to trochę , choć niewiele wpadło grosza do portfela.
a dla siebie zrobiłam pudełka na różności i kilka osłonek na doniczki,na fiołki ,których rozchodowałam sobie sporo.
z resztek rureczek ,takich cienkich zwijanych ze starych książek telefonicznych zrobiłam już na święta kila dzwoneczków,jeszcze nie wszystkie pomalowane,nie mam narazie farbki,na jeden mi tylko starczyło,tak będą wyglądać
No może kwiatki będą inne ,muszę wymyślić i zrobić małe gwiazdki betlejemskie do zdobienia tych dzwonków.Niby pomysł już mam,ale dziurkacz mi jeden potrzebny a nigdzie go nie ma,kasę na niego mam,bo dostałam na imieniny kasę ,i ma być ona tylko dla mnie a nie do domu,a i tak w końcowym efekcie przyniesie pożytek wszystkim.
No to biorę się do kręcenia rurek,bo coś trzeba robić a wszystkie plany wakacyjne wzięły w łep,raz ,że nie ma kasy,a dwa,że zabroniła mi lekarka zbyt dalekich wyjazdów od domu,mam się oszczędzać ,za dużo nie przemęczać,a taki wyjazd to ponoć za ciężki dla wymęczonego chorobą organizmu a i zmiana klimatu też ponoć nie wskazana.
Pozdrawiam wszystkich ,którzy tu do mnie zaglądają,czytają oglądają.Dziękuję za wszystkie komentarze,za wsparcie,w ogóle dziękuję za wszystko.
Wszystkim i każdemu z osobna życzę przede wszystkim zdrowia i takich przyjaciół jak mnie udało się mieć.
Chciałabym ,żeby już koniec z tym był,ale to pono walka już do końca życia.chwilami mam już dosyć .Najgorsze to to,że finanse są marne,marna rencina,niewielkie zarobki męża i na dodatek i on zaczyna mi chorować,37 lat pracy jako mechanik samochodowy ,przy ciężkich samochodach mocno nadwyrężyły jego zdrowie,a jeszcze i zamartwianie się mną też nie za dobrze na nim się odbiło .a tu jeszcze nie spłacone długi po pożarze a nowe związane z leczeniem doszły.
Na dodatek nic ostatnio nie udaje mi się zrobić na sprzedaż,jakiś martwy sezon.Przygotowuje już wyroby na święta ,bo to dobry okres i zawsze wtedy nie mogłam nadążyć z robotą.
Obraz dla córy już wyhaftowałam,jak będę miała jaki drobne nadwyżki kasy (kiedy to będzie?) to go oprawię.Tak wygląda jeszcze przed praniem i krochmaleniem
Żeby oderwać myśli od tych wszystkich kłopotów zaczęłam trochę kręcić wiklinę .I tak powstały te wyroby.Filiżanki na szczęście znalazły nabywców ,to trochę , choć niewiele wpadło grosza do portfela.
a dla siebie zrobiłam pudełka na różności i kilka osłonek na doniczki,na fiołki ,których rozchodowałam sobie sporo.
z resztek rureczek ,takich cienkich zwijanych ze starych książek telefonicznych zrobiłam już na święta kila dzwoneczków,jeszcze nie wszystkie pomalowane,nie mam narazie farbki,na jeden mi tylko starczyło,tak będą wyglądać
No to biorę się do kręcenia rurek,bo coś trzeba robić a wszystkie plany wakacyjne wzięły w łep,raz ,że nie ma kasy,a dwa,że zabroniła mi lekarka zbyt dalekich wyjazdów od domu,mam się oszczędzać ,za dużo nie przemęczać,a taki wyjazd to ponoć za ciężki dla wymęczonego chorobą organizmu a i zmiana klimatu też ponoć nie wskazana.
Pozdrawiam wszystkich ,którzy tu do mnie zaglądają,czytają oglądają.Dziękuję za wszystkie komentarze,za wsparcie,w ogóle dziękuję za wszystko.
Wszystkim i każdemu z osobna życzę przede wszystkim zdrowia i takich przyjaciół jak mnie udało się mieć.
środa, 20 czerwca 2012
Ale upał
Taki ostatnio od soboty upał,że dosłownie nawet myśleć się nie chce a co dopiero cokolwiek robić.Na dodatek dopadło mnie zapalenie żołądka od leków.Więc jak narazie odstawiono mi na kilka dni część leków a niektóre całkowicie zmieniono.I to jest najgorsze,bo co tylko wykupiłam poprzednie a tu już nowe trzeba było.Jakoś nikt nie liczy się z tym,ze to koszty,Dopiero teraz pomyśleli,że trzeba zwrócić uwagę na leki brane wcześniej czy aby jakiś nie koliduje z wcześniej wypisanymi.Więc jestem do tyłu bez mała 300 zł,a dla mnie to kolosalna kwota.A jeszcze dodatkowe,by oprócz koniecznej diety doprowadzić żołądek do jako takiego stanu.i znów zaczęły się nie zapłacone rachunki,bo brakło.Bo niestety trzeba wybrać,a jednogłośnie w domu stwierdzono,że rachunki ważne ale mniej jak zdrowie.ale trochę zamówień z wikiny mi wpadło ,to choć trochę może odrobię ,przynajmniej na codzienne wydatki
Przedwczoraj niemal cały dzień skręcałam rurki,część od razu malowałam ,przynajmniej ta upalna pogoda na coś się przydała ,bo rurki szybko i ładnie wyschły .Dziś już uplotłam dwie filiżanki,jeszcze wymalować i ozdobić.
Na trochę odłożyłam haftowanie a tyle już zrobiłam
W sobotę taka schorowana pojechałam na zjazd szkolny z okazji 35 lecia matury.Miałam zrezygnować ale szkoda mi było ,bo wielu osób nie widziałam od matury a frekwencja miała byc duża.I nie żałuję.Podano mi podczas obiadu specjalnie dla mnie przygotowany posiłek z gotowanych potraw.Ale to najmniejsza sprawa,bo impreza była super.Ludzie zmienili się może z wyglądu ale została zawsze ta sama nieco szalona i rozbrykana klasa.Miło było powspominać lata nauki,wspólne wypady,rajdy imprezy,wagary.Był i nasz ukochany ksiądz katecheta choć już emeryt niemal 80 letni,taki sam jak kiedyś ,jakby czas dla niego w miejscu stał,było tez kilku ulubionych nauczycieli,tez już emerytów,ale tak samo wspaniałych jak w latach szkoły.Bałam się trochę jak będą czuć się wśród tylu osobistości,dyrektorów,profesorów,celebrytek.ale okazało się,że stanowiska ani tytuły nie zmieniły tych ludzi.Cóż parę osób(5)omówiło wzięcia udziału-co nikogo wiele nie zdziwiło,zostali tacy jak byli.
To zbiorowe zdjęcie po mszy z księdzem katechetą,nie ma wszystkich ,kila osób dotarło dopiero do lokalu
Przedwczoraj niemal cały dzień skręcałam rurki,część od razu malowałam ,przynajmniej ta upalna pogoda na coś się przydała ,bo rurki szybko i ładnie wyschły .Dziś już uplotłam dwie filiżanki,jeszcze wymalować i ozdobić.
Na trochę odłożyłam haftowanie a tyle już zrobiłam
W sobotę taka schorowana pojechałam na zjazd szkolny z okazji 35 lecia matury.Miałam zrezygnować ale szkoda mi było ,bo wielu osób nie widziałam od matury a frekwencja miała byc duża.I nie żałuję.Podano mi podczas obiadu specjalnie dla mnie przygotowany posiłek z gotowanych potraw.Ale to najmniejsza sprawa,bo impreza była super.Ludzie zmienili się może z wyglądu ale została zawsze ta sama nieco szalona i rozbrykana klasa.Miło było powspominać lata nauki,wspólne wypady,rajdy imprezy,wagary.Był i nasz ukochany ksiądz katecheta choć już emeryt niemal 80 letni,taki sam jak kiedyś ,jakby czas dla niego w miejscu stał,było tez kilku ulubionych nauczycieli,tez już emerytów,ale tak samo wspaniałych jak w latach szkoły.Bałam się trochę jak będą czuć się wśród tylu osobistości,dyrektorów,profesorów,celebrytek.ale okazało się,że stanowiska ani tytuły nie zmieniły tych ludzi.Cóż parę osób(5)omówiło wzięcia udziału-co nikogo wiele nie zdziwiło,zostali tacy jak byli.
To zbiorowe zdjęcie po mszy z księdzem katechetą,nie ma wszystkich ,kila osób dotarło dopiero do lokalu
Pierwsze zdjęcia robiła moja córa i kilka ja drugie to zdjęcia otrzymane od kolegi.
Widać ,że spotkanie było super udane.
poniedziałek, 4 czerwca 2012
Wróciłam do haftowania
Wróciłam po dosyć długiej prezerwie do haftowania,w dzień haftuję ,przy dziennym świetle a wieczorami coś przy kartkach dłubię .Ale po nowych lekach znacznie lepiej się czuję ,mogę wreszcie o ludzkich porach kłaść się spać i rano wstaje wyspana i wypoczęta.Aż nie do wiary ,że kilka dni całkiem nowego leczenia tak dużo zmieniło.Zupełnie inaczej się czuję,już nie czuję tego rozpierania w głowie,nie jestem cały dzień senna,bo choć byłam senna ,spać nie mogłam.Teraz kładę się spać i spokojnie zasypiam i rano budzę się jak normalny człowiek jak mi tylko ptaszki zaczynają koncert pod oknem.
Ale miało być o haftowaniu..Miałam haftować Anioła Stróża dla drugiej córy ,ale sie jej odwidziało i wybrała sobie inny obraz
Więc haftuje to co chce.Nawet mi to haftowanie nieźle idzie,nieco będą zmienione kolory,ale tak by wszystko grało,muszę wykorzystać nagromadzoną mulinę i to co od forumowych koleżanek dostałam.Nie podoba mi sie i córce też to ciemne tło ,spróbujemy jakiś żywszy kolor,o ile nie będzie się to gryzło z całością.Zaczęłam w środę a na dzień dzisiejszy tyle zrobiłam
Niby między krzyżykami prześwituje kanwa,haftuję 4 nitkami na starej jeszcze z czasów PRL-u kanwie,która ma to do siebie ,że podczas prania zbiegnie się nieco i wtedy wzór pięknie gęsto wychodzi.Znajoma zamiast wyrzucić ,przysłała mi ,a ja to wykorzystam.
Ale miało być o haftowaniu..Miałam haftować Anioła Stróża dla drugiej córy ,ale sie jej odwidziało i wybrała sobie inny obraz
Niby między krzyżykami prześwituje kanwa,haftuję 4 nitkami na starej jeszcze z czasów PRL-u kanwie,która ma to do siebie ,że podczas prania zbiegnie się nieco i wtedy wzór pięknie gęsto wychodzi.Znajoma zamiast wyrzucić ,przysłała mi ,a ja to wykorzystam.
wtorek, 10 stycznia 2012
Nowy dzień ,nowe sprawy
I tak parę dni znów nie zaglądałam,tak jakoś schodziło.W tym czasie skończyłam haftować Anioła stróża,sama zadowolona jestem z niego,a córa dla której go zrobiłam z radości niemal się poplakała.Jeszcze go tylko pięknie oprawić ,bo już wyprany i wykrochmalony ,suszy się.
Wczoraj i dziś miałam badania w szpitalu.Narazie wiadome są tylko badania krwi a na resztę ,tomograf,rezonans,prześwietlenie i opis USG prawie do dwóch tygodni trzeba czekać.Wizytę mam zapisaną na 23 stycznia,wtedy już cały komplet wyników będzie.A zresztą i tak z panią doktor codziennie widywać się będę ,to jak coś nowego będzie ,to zaraz powie
Jak przez okres leczenia (11 miesięcy) przytyłam równo 11 kilo,tak teraz przez jeden miesiąc po skończeniu chemii poleciałam z wagi niemal 4 kilo.I okazało się,że to źle,no i badania krwi tez pokazały ,że nie najlepiej,bardzo niska odporność,duże niewydolność wątroby i nerek.I od wczoraj zostałam przyjęta na odział dzienny szpitala i codziennie będę jeździć na kroplówki wspomagające wątrobę i nerki ,bo z tabletkami wątroba nie daje rady,bo od 12 lat choruję na przewlekłe zapalenie trzustki ,a trzustka to pomocnik wątroby.I znów codziennie pół dnia w szpitalu.
Wróciłam ze szpitala taka zmęczona ,że jak położyłam się spać to do wieczora spałam i znów w nocy nie będe mogła spać.
Ale wróciłam do wikliny,nakręciłam wiadro rurek i teraz kręcę koszyczki.Puszczę sobie jakiś film i będę kręcić.
Wczoraj i dziś miałam badania w szpitalu.Narazie wiadome są tylko badania krwi a na resztę ,tomograf,rezonans,prześwietlenie i opis USG prawie do dwóch tygodni trzeba czekać.Wizytę mam zapisaną na 23 stycznia,wtedy już cały komplet wyników będzie.A zresztą i tak z panią doktor codziennie widywać się będę ,to jak coś nowego będzie ,to zaraz powie
Jak przez okres leczenia (11 miesięcy) przytyłam równo 11 kilo,tak teraz przez jeden miesiąc po skończeniu chemii poleciałam z wagi niemal 4 kilo.I okazało się,że to źle,no i badania krwi tez pokazały ,że nie najlepiej,bardzo niska odporność,duże niewydolność wątroby i nerek.I od wczoraj zostałam przyjęta na odział dzienny szpitala i codziennie będę jeździć na kroplówki wspomagające wątrobę i nerki ,bo z tabletkami wątroba nie daje rady,bo od 12 lat choruję na przewlekłe zapalenie trzustki ,a trzustka to pomocnik wątroby.I znów codziennie pół dnia w szpitalu.
Wróciłam ze szpitala taka zmęczona ,że jak położyłam się spać to do wieczora spałam i znów w nocy nie będe mogła spać.
Ale wróciłam do wikliny,nakręciłam wiadro rurek i teraz kręcę koszyczki.Puszczę sobie jakiś film i będę kręcić.
wtorek, 22 listopada 2011
Kartki świąteczne
Właśnie skończyłam moje haftowane i nie tylko kartki świąteczne.Nawet nie wiedziałam,że tyle ich wyszło.Tak mi się robiło i nie liczyłam ,a tu aż tyle .Nie do końca ze wszystkiego jestem zadowolona ,ale ogólnie nie tak źle wyszły.No to nie rozpisuje sie dziś więcej bo kartki trochę miejsca zajmą.
środa, 9 listopada 2011
Zbliżają sie Święta
Tak sobie w domu siedzę,kartki haftuję,bo nic innego nie mogę robić,słaba jestem okropnie,dziś wyszłam na mały spacer do pobliskiego sklepu dokupić brakujących nici i ledwo wróciłam do domu.Gdybym wiedziała jak wiele to leczenie będzie mnie kosztować sił,to nie wiem czy bym sie zdecydowała,dobrze że sie tego nie jest w stanie przewidzieć.Jeszcze muszę trochę wytrzymać,choć chwilami wydaje mi się że już nie dam rady.Cieszyłam się ,że włosy mi ładnie odrastają a dziś jak zobaczyłam się w lustrze,to wyć mi się chciało,znów całe place puste na głowie,jakby ufo na mojej głowie kółka porobiło.Chyba zgolę do reszty ,bo to nieprzyjemnie wygląda,po następnej chemii pewnie wszystko znów wypadnie.Źle to choróbsko na mnie wpływa,zrobiłam się złośliwa,kłótliwa,wszystko mnie drażni,denerwuje,a najbardziej drażni mnie wyraz politowania w oczach wielu ludzi.Dlatego tak mało wychodzę .
Ale robota tak szybko jak kiedyś mi nie idzie.
To narazie co wyhaftowałam i już wyprane i wykrochmalone czeka na wklejenie do kartek.Następnych kilka obrazków moczy się ,Chcę jak najwięcej zrobić przed poniedziałkiem ,bo po kolejnej chemii nie wiem jak będe się czuć,przewiduję,że będę jeszcze słabsza.
A w przerwach miedzy haftowaniem i pleceniem wikliny papierowej,dla zmiany klimatu troche wyszydełkowałam i tak oto to wyszło.
Ale robota tak szybko jak kiedyś mi nie idzie.
To narazie co wyhaftowałam i już wyprane i wykrochmalone czeka na wklejenie do kartek.Następnych kilka obrazków moczy się ,Chcę jak najwięcej zrobić przed poniedziałkiem ,bo po kolejnej chemii nie wiem jak będe się czuć,przewiduję,że będę jeszcze słabsza.
A w przerwach miedzy haftowaniem i pleceniem wikliny papierowej,dla zmiany klimatu troche wyszydełkowałam i tak oto to wyszło.
Subskrybuj:
Posty (Atom)






































