Prawa autorskie

Wszystkie prace, zdjęcia i teksty zamieszczone w tym blogu są wyłącznie moją własnością, a jeśli tak nie jest wyraźnie to zaznaczam. Kopiowanie, wykorzystywanie, rozpowszechnianie, przetwarzanie w jakikolwiek inny sposób zdjęć, tekstów oraz wzorów prac bez mojej zgody zabronione.

ZDJĘCIA

Wszystkie prezentowane na blogu zdjęcia są wykonane przeze mnie i moją córkę.
Nie wyrażam zgody na ich kopiowanie i rozpowszechnianie.

Obserwatorzy

wtorek, 27 września 2011

Słodko

Niby siedzę w domu ale w gruncie rzeczy jestem w szpitalu ,nie wypisana.Za to mam stawiać się na terapie z psychologiem.koniec ubiegłego tygodnia spędziłam w szpitalu na rożnych badaniach,chemii mi nie dali ,do czasu wyjaśnienia co z tym guzem w głowie,porobili cała masę badań i na wyniki ,które lada dzień powinny być czekam.wczoraj miałam konsultacje u neurochirurga,ale niewiele mógł mi jeszcze powiedzieć,bez szczegółowych opisów badań.Tak mnie te badania jakoś przygnębiły,że przysłali mi psychologa na oddział.Pierwszą moją reakcja było szczere oburzenie,bo cóż mi taki młody szczyl może pomóc,co on tam wie.Odmówiłam wykonania wszelkich badan,jakichś rysunków,ustawiania klocków itp,po prostu zaczęłam się z nim kłócić.Sama nie wiem kiedy moja pyskowanka zmieniła się w ciekawa rozmowę która ponad dwie godziny trwała.Dużo zrozumiałam,a jeszcze więcej starając się "odrobić" zadane zadanie.Siedzę nad tymi tabelkami codziennie i uzupełniam,i zdziwiona jestem niezmiernie jak ja długo tak naprawdę zamykałam się przed wszystkimi a najbardziej przed sama sobą.Cholernie długa i ciężka przede mną droga.Nie tylko raka muszę wyleczyć,muszę wyleczyć siebie,nie tylko ciało ale i dusze.Dało mi to wszystko trochę kopa.


I na to konto dziś ,pierwszy raz od pół roku wzięłam sie za wypieki,napiekłam całą furę drożdżówek z serem i śliwkami i placek z serem.Ze słodką kawusią jedzenie wspaniałe.Z z resztek śliwek co zostało knedli na obiad nalepiłam.
Coś ten dzień jakiś taki długi dziś był.to i z wikliny poplotłam trochę,pomalowałam zrobione wcześniej prace,część już wyschła,reszta się suszy.A i po obiedzie pospałam i taka jakaś odprężona jestem,spokojniejsza,wypoczęta mimo tylu zrobionych rzeczy.Nad bilansem mojego życia jeszcze trochę muszę popracować,ale już widzę,że więcej w nim sukcesów niż strat.
A to moje nowo wykończone wiklinowe wyroby,resztę pokażę następnym razem.







Na sobotę na kiermasz w Wysowej Zdroju muszę coś przygotować,koleżanka ma zabrać,ja niestety nie mogę jechać,pojadą same wyroby.

6 komentarzy:

Anonimowy pisze...

Już się martwilam,że się zamknęłas w sobie.Cieszy mnie,ze korzystasz z pomocy psychologa,to pomaga.Pomaga przede wszystkim poznać siebi,bo ciągle myslimy o inncyh tylko nie osobie..Dobrze,że jestes w domku,na buleczki ze sliwkami slinka mi na klawiaturę pociekla.Fajne wyroby zrobilaś.Sciskam pozdrawiam i czekam na kazdą wiadomość od Ciebie.Bedzie dobrze.:) anielka

glinka121 pisze...

Super plecionki a wypieki mniam :)

Anonimowy pisze...

Lucyna, teraz może być tylko lepiej, Życzę Tobie tego z całego serca. Szkoda, że mieszkamy tak daleko od siebie bo z przyjemnością wpadłabym na te pyszne bułeczki. BĘDZIE DOBRZE, DASZ RADĘ!!!! Buziaki, Basia.

Zosia pisze...

Też mam ochotę na te pyszności... przepiękne plecionki zrobiłaś , pozdrawiam i czekam na wiadomości od Ciebie ....Całuję i ściskam Cię Lucynko.

Anonimowy pisze...

Droga Kundziu, zycze Ci duzo zdrowia, ktore powinno sie poprawiac z dnia na dzien. Nie wiedzialam o Twoim blogu ale teraz wiem i bede tu wpadac.
Serdecznie Cie pozdrawiam.
Bascha

monho pisze...

Ale śliczna ta filiżanka!!!
A psycholog widzę pożyteczny się okazał. Więc nie sądźmy po pozorach, za młody, za chudy....:-))

LinkWithin