Prawa autorskie

Wszystkie prace, zdjęcia i teksty zamieszczone w tym blogu są wyłącznie moją własnością, a jeśli tak nie jest wyraźnie to zaznaczam. Kopiowanie, wykorzystywanie, rozpowszechnianie, przetwarzanie w jakikolwiek inny sposób zdjęć, tekstów oraz wzorów prac bez mojej zgody zabronione.

ZDJĘCIA

Wszystkie prezentowane na blogu zdjęcia są wykonane przeze mnie i moją córkę.
Nie wyrażam zgody na ich kopiowanie i rozpowszechnianie.

Obserwatorzy

czwartek, 28 lipca 2011

Diagnoza

Gdy w ubiegłym tygodniu szłam do szpitala,byłam pewna ,że będą to trzy dni,przyjęcie,przygotowanie do chemii,chemia i płukanie.Już przy przyjęciu,weszłam pierwsza,wiedziałam,że coś nie tak.Pani ordynator o nic nie pytała,podała dokumenty do przyjęcia na oddział,powiedziała,że porozmawiamy przed wizytą o 16.
Rozmowa była krótka,dostałam do ręki wyniki tomografii jamy brzusznej i wyniki biopsji guzów w wątrobie ,i diagnoza ,nowotwór złośliwy rozsiany,nieoperacyjny.Ponadto jestem o krok od zapadnięcia w śpiączkę wątrobową .I zaczęło się ,na przemian płukanie ,wzmacnianie,przez cztery dni 8 kroplówek dziennie.w czwartej dobie udało się jakoś przygotować organizm do podania chemii,i to nieco słabszą,85%.Czuję się fatalnie,boli mnie każdy centymetr ciała,dziś pół nocy wymiotowałam.Bardzo boli mnie miejsce w okolicy portu,nawet on nie wytrzymał takiej ilości kroplówek,dostałam stan zapalny ,i na ostatnie i tak musieli wkuwać wenflony a przez nie tak marnie wszystko szło.Na koniec wypis i tak ładnie brzmiące nazwy :utajona encefalopatia wątrobowa stopnia 3, nowotwór złośliwy z rozsiewem na wątrobę i cała masa innych pozornie drobnych dolegliwości,a na dokumentach do ZUS-u w ocenie wyników leczenia i rokowania napisano:
rokowania co do wyleczenia i przeżycia niepewne.

Jedno jest dla mnie dziś pewne,lekarze lekceważą wyniki badań,nie wnikają w nie ,od lat narzekałam na wątrobę,kończyło sie to przepisaniem jakiegoś pośledniego medykamentu,raz udało mi się wydębić skierowanie do specjalisty,on z kolei odesłał mnie do Warszawy a tam prowincjuszkę po prostu zbyto.Oglądając wyniki wyciągnięte z karty z przychodni,już w 2002 USG wykazywało zmiany na wątrobie i liczne guzki,później jakimś cudem zawsze badania były dobre (albo diagnosta do dupy) i dopiero zmiana przychodni i lekarza zaowocowała faktycznym leczeniem.
Być może tyle lat hodowałam sobie tego zwierzaka i nic o tym nie wiedziałam.Słabłam coraz bardziej a oni to wiekowi i menopauzie wszystko przypisywali.
Teraz ostro biorę się za leczenie,choć jest bardzo ciężko,szczególnie finansowo,wiem ,źe jednak nadal mam wspaniałych pryzyjaciół,którzy wspiarają mnie i psychicznie i trochę materialni.
Wielkie im dzięki za to!

Jeszcze im pokaże,że rokowania co do wyleczenia i przeżycia są pewne.

Muszę dużo wypoczywać,by zbierać siły ,ale jak tylko mogę,kręcę rurki na wiklinę,w szpitalu zrobiłam dwa duże aniołki z perełkami,i serwetkę ,bo z wikliną w szpitalu to za duży kłopot,jak wpiorę i wykrochmalę to pokaże,choć w tej chwili przyszło mi do głowy,że z jednego niby aniołka po pewnych dodatkach zrobię Lawendową Damę -dla kogoś mi bliskiego.
A przed pójściem do szpitala odwiedziła mnie koleżanka która mieszka w Wiedniu i tak się zachwyciła wikliną papierową,że kupuje mi wspaniałe serwetki ,część już przysłała,to będzie cały cykl lawendowej wikliny papierowej.

4 komentarze:

Anonimowy pisze...

Lucynko,jestem pełna podziwu dla Twojej determinacji.Wiem,ze jesteś silna i mądrą kobietą.Jestem z Toba jak tylko potrafię,chcialabym inaczej,moze jeszcze bede mogła.Sciskam bardzo mocno,myśle duzo o Tobie,ale nie moge się pogodzić z dzialaniem lekarzy,tak być nie powinno.POKAŻ IM WSZYSTKIM .POKAŻ!!!!.Pozdrawiam cieplutko.:):)Anielka

Anonimowy pisze...

Lucyna, co ja Ci będę prawiła ..... przy tej chorobie lekarze zawsze wystawiają takie świadectwa odnośnie rokowania. Świadectwa sobie a życie sobie, trzeba uzbroić się w cierpliwość, zacisnąć zęby i nie dać się sublokatorowi. Wiem, że Ty się nie dasz draniowi bo niby dlaczego miałabyś mu ulec? Głowa do góry, dasz radę. Jeszcze niejednego drinka wspólnie wypijemy i pośmiejemy się wspominając to co było i nie wróci. Trzymaj się, Basia.

Gabriela pisze...

Lucynko, już nie raz pokazałaś swoją siłę i determinację, zatem do trzech razy sztuka.Wierzę w Twój sukces!!!

Anja pisze...

Wczoraj mnie zatkało. I nie mogłam nic napisać. Dziś też trudno. Ale kobieto kochana trzymaj się! Ja będę cię wspierać po swojemu! I nie damy się - złym myślom, złym słowom. Jestem z tobą!

LinkWithin