Prawa autorskie

Wszystkie prace, zdjęcia i teksty zamieszczone w tym blogu są wyłącznie moją własnością, a jeśli tak nie jest wyraźnie to zaznaczam. Kopiowanie, wykorzystywanie, rozpowszechnianie, przetwarzanie w jakikolwiek inny sposób zdjęć, tekstów oraz wzorów prac bez mojej zgody zabronione.

ZDJĘCIA

Wszystkie prezentowane na blogu zdjęcia są wykonane przeze mnie i moją córkę.
Nie wyrażam zgody na ich kopiowanie i rozpowszechnianie.

Obserwatorzy

środa, 20 czerwca 2012

Ale upał

Taki ostatnio od soboty upał,że dosłownie nawet myśleć się nie chce a co dopiero cokolwiek robić.Na dodatek dopadło mnie zapalenie żołądka od leków.Więc jak narazie odstawiono mi na kilka dni część leków a niektóre całkowicie zmieniono.I to jest najgorsze,bo co tylko wykupiłam poprzednie a tu już nowe trzeba było.Jakoś nikt nie liczy się z tym,ze to koszty,Dopiero teraz pomyśleli,że trzeba zwrócić uwagę na leki brane wcześniej czy aby jakiś nie koliduje z wcześniej wypisanymi.Więc jestem do tyłu bez mała 300 zł,a dla mnie to kolosalna kwota.A jeszcze dodatkowe,by oprócz koniecznej diety doprowadzić żołądek do jako takiego stanu.i znów zaczęły się nie zapłacone rachunki,bo brakło.Bo niestety trzeba wybrać,a jednogłośnie w domu stwierdzono,że rachunki ważne ale mniej jak zdrowie.ale trochę zamówień z wikiny mi wpadło ,to choć trochę może odrobię ,przynajmniej na codzienne wydatki
Przedwczoraj niemal cały dzień skręcałam rurki,część od razu malowałam ,przynajmniej ta upalna pogoda na coś się przydała ,bo rurki szybko i ładnie wyschły .Dziś już uplotłam dwie filiżanki,jeszcze wymalować i ozdobić.
Na trochę odłożyłam haftowanie a tyle już zrobiłam
W sobotę taka schorowana pojechałam na zjazd szkolny z okazji 35 lecia matury.Miałam zrezygnować ale szkoda mi było ,bo wielu osób nie widziałam od matury a frekwencja miała byc duża.I nie żałuję.Podano mi podczas obiadu specjalnie dla mnie przygotowany posiłek z gotowanych potraw.Ale to najmniejsza sprawa,bo impreza była super.Ludzie zmienili się może z wyglądu ale została zawsze ta sama nieco szalona i rozbrykana klasa.Miło było powspominać lata nauki,wspólne wypady,rajdy imprezy,wagary.Był i nasz ukochany ksiądz katecheta choć już emeryt niemal 80 letni,taki sam jak kiedyś ,jakby czas dla niego w miejscu stał,było tez kilku ulubionych nauczycieli,tez już emerytów,ale tak samo wspaniałych jak w latach szkoły.Bałam się trochę jak będą czuć się wśród tylu osobistości,dyrektorów,profesorów,celebrytek.ale okazało się,że stanowiska ani tytuły nie zmieniły tych ludzi.Cóż parę osób(5)omówiło wzięcia udziału-co nikogo wiele nie zdziwiło,zostali tacy jak byli.
To zbiorowe zdjęcie po mszy z księdzem katechetą,nie ma wszystkich ,kila osób dotarło dopiero do lokalu

Więcej można zobaczyć TUTAJ i TUTAJ
Pierwsze zdjęcia robiła moja córa i kilka ja drugie to zdjęcia otrzymane od kolegi.
Widać ,że spotkanie było super udane.

poniedziałek, 4 czerwca 2012

Wróciłam do haftowania

Wróciłam po dosyć długiej prezerwie do haftowania,w dzień haftuję ,przy dziennym świetle a wieczorami coś przy kartkach dłubię .Ale po nowych lekach znacznie lepiej się czuję ,mogę wreszcie o ludzkich porach kłaść się spać i rano wstaje wyspana i wypoczęta.Aż nie do wiary ,że kilka dni całkiem nowego leczenia tak dużo zmieniło.Zupełnie inaczej się czuję,już nie czuję tego rozpierania w głowie,nie jestem cały dzień senna,bo choć byłam senna ,spać nie mogłam.Teraz kładę się spać i spokojnie zasypiam i rano budzę się jak normalny człowiek jak mi tylko ptaszki zaczynają koncert pod oknem.
Ale miało być o haftowaniu..Miałam haftować Anioła Stróża dla drugiej córy ,ale sie jej odwidziało i wybrała sobie inny obraz
Więc haftuje to co chce.Nawet mi to haftowanie nieźle idzie,nieco będą zmienione kolory,ale tak by wszystko grało,muszę wykorzystać nagromadzoną mulinę i to co od forumowych koleżanek dostałam.Nie podoba mi sie i córce też to ciemne tło ,spróbujemy jakiś żywszy kolor,o ile nie będzie się to gryzło z całością.Zaczęłam w środę a na dzień dzisiejszy tyle zrobiłam

Niby między krzyżykami prześwituje kanwa,haftuję 4 nitkami na starej jeszcze z czasów PRL-u kanwie,która ma to do siebie ,że podczas prania zbiegnie się nieco i wtedy wzór pięknie gęsto wychodzi.Znajoma zamiast wyrzucić ,przysłała mi ,a ja to wykorzystam.

czwartek, 31 maja 2012

Kawał


Wczoraj mój głupi organizm wywinął mi kawał.Siedziałam sobie haftując zaczęty dla córy obraz.Zgłodniałam i wstałam zrobić sobie coś jeść.Zobaczyłam kolorowy kalejdoskop przed oczami,i chyba zdążyłam zawołać córkę.Gdy oprzytomniałam leżałam na podłodze z wykrzywioną twarzą i przechodzącymi drgawkami.Aga juz po pogotowie dzwoniła.Byli niezwykle szybko.Pierwsza diagnoza lekarza była przerażająca-udar  lub wylew.Już w karetce wykonane ekg pokazało ,że i z sercem coś nie tak.W szpitalu znalazłam się bardzo szybko.Od razu badania i znów problem, w ogóle nie można było pobrać krwi ani wkuć wenflon.Neurolog zszedł na konsultacje.I podczas rozmowy z lekarzem zaczęło sie to samo co w domu.I już mieli całkowitą jasność,lekki udar i bardzo silny atak padaczki,który w szpitalu dosyć długo trwał.
Od jakiegoś czasu podejrzewano,że mogę mieć padaczkę ale nigdy nie dostałam ataku przy kimkolwiek,by to kto widział.Poza tym miałam tak niezwykle niskie wartości potasu i sodu,że powiedzieli mi,że to aż dziwne,że serce nie stanęło.a przecież regularnie zażywam te leki.
Potrzymali mnie do wieczora,nafaszerowali kroplówkami ,dali całą gamę nowych lekarstw.I muszę przyznać ,że opuszczając szpital czułam się znacznie lepiej ,niż przez ostatnie dni.
W domu poszłam od razu spać,bo byłam śpiąca po tych wszystkich kroplówkach.Dziś czuję się znacznie lepiej,tylko bolą mnie mięśnie i ręce skute jak poduszka do szpilek. .
Zaraz za haftowanie się biorę.

niedziela, 27 maja 2012

Normalnie żyć

Dzis pod postem znalazłam komentarz
 "Kundziu…
Rok temu obowiązkowe badanie, a potem kolejne pokazały,
że mam nowotwór. Świat mi się zawalił,
nie wiedziałam jak odnaleźć się w nowej sytuacji.
Wówczas trafiłam do Twojego zacisza .
Twoje kolejne wpisy (na które czekałam) dodawały mi
odwagi i pokazywały, że można „normalnie”
funkcjonować, normalnie żyć, cieszyć się nawet
drobiazgami i planować przyszłość.
Dzisiaj chciałbym Ci podziękować
za prowadzenie tego wirtualnego dziennika.
Bardzo mi pomogłaś!!
Wierzę, że pokonasz chorobę, bo dobrzy ludzie
są dzisiaj bardzo bardzo potrzebni!
Pozdrawiam - Nominka"


Cieszę się,że to moje pisanie komuś pomogło.Zaczęłam pisać tego bloga po tym jak dowiedzialam się,że jestem chora,chciałam mieć miejsce,gdzie mogę z siebie wyrzucić to co czuję ,to jak się czuję.Nie zawsze jednak pisałam jak naprawdę się czuję,bo wydawało mi się ,że nikt nie jest w stanie uwierzyć,że sa takie chwile,że już nawet umrzeć by się wolało ,niż znosić ten cholerny ból.Towarzyszyłam tez innej blogerce,która tez zmagała się z chorobą,niestety ona przegrała,ja jeszcze nie.Nie wiem jak długo bede jeszcze walczyć z chorobą,nie wiem czy wygram,choć zasadniczo to ja tej myśli do siebie nie dopuszczam,narazie przerwano wszelkie leczenie,wątroba jest w takim stanie,że nie wytrzymałaby kolejnej dawki chemioterapii,organizm odrzuca leczenie sterydami,coraz więcej rzeczy mnie uczula,słaba tez jestem,że przejście 100m bardziej mnie męczy niż dawniej całodzienna wędrówka po górach.Ale chodze na spacery,cóż z tego ,że po takim spacerze pół dnia prześpię,może to lepsze jak siedzenie.bo i siedziec za bardzo nie mogę,kręgosłup boli jak cholera,rece cierpną ,stawy jakby mi kto w imadło wkładam.Znów dostałam całą serię badań,podejrzewaja jakąś  firbomialgię,i tak czekam na tomografie i EEG głowy ,bo to ponoć ma potwierdzić albo wykluczyc chorobę.
I co z tego,że tak mi wszystko dokucza,przecież nie kupie sobie trumny ,nie położę się i nie będę na śmierć czekać,na tyle na ile to możliwe staram się żyć normalnie,jeżdżę na wycieczki do lasu,ze stołeczkiem,trochę pochodzę,trochę nad woda posiedzę ,świeżego powietrza nałykam,


Czyż nie pięknie tam jest?
A w domu robię co dam radę,jakiś obiad zawsze zrobię ,pranie (przecież to pralka pierze ,wystarczy wrzucić),do sprzątania się już nie nadaję ,ale co z tego pogonić domowników zawsze mogę.a resztę czasu poświęcam na robienie karteczek ,pudełeczek.Trochę udaje się zawsze sprzedać,to choć parę groszy wpadnie,bo znów nakręca się spirala niepopłaconych rachunków.I tak to żyję w miarę normalnie, na tyle na ile siły pozwalają.Już planuje wakacyjny wyjazd na morze,może jakoś uda się poradzić z finansami i choć na parę dni odetchnę morska bryza.a co z tego wyjdzie,to czas pokarze,na zapas nie ma się co martwić.
Teraz słoneczko swieci ide do ogrodu popatrzec na nieco zmarniały po tej zimie mój ogródek




Schizofrenia?

 Naszło mnie ostatnio na niekończące się kartki,prosta ale niezwykle pracochłonna robota ,żeby to jakoś wyszło,trzeba się nawycinać i nakleić, a wszystko musi być wycięte i dopasowane równiutko ,co do milimetra,żeby kartka prawidłowo się otwierała.,I tak popełniłam dwie kolejna kartki.I po ich zrobieniu dowiedziałam sie od pewnej osoby,że dawno podejrzewała,że ze mną coś "nie tak",i teraz patrząc na moje kartki,stwierdza,że chyba mam schizofrenię,bo takie powtarzanie tych samych elementów charakterystyczne jest dla schizofreników.szkoda,że nie jest lekarzem ,bo rentę miałabym pewną.
A to te schizofreniczne kartki









W końcu odważyłam sie zrobić kopertówki,narazie na nic nie są m potrzebne,ale bedą leżeć i pewnie na coś się przydadzą





Pachnącą kartkę też stworzyłam kolejną i na niej eksperymentowałam z cieniowanie.Po prostu narazie nie mam na tusze i cieniuję cieniami do powiek ,które jeszcze z czasów gdy się malowałam leżą gdzieś po szufladach.a póżniej popryskałam lakierem do włosów,co utrwaliło cienie i fajny pobłysk dało.

Dotychczas też używałam cieni,ale nigdy nie używałam lakieru.
Teraz musze poprzeglądać różne blogi i zobaczyć czy nie ma jakich nowośvi,żeby trochę poeksperymentować,bo tak paskudnie się ostatnio czuję,wszystko mnie boli,pupa po zastrzykach ,które absolutnie nic nie pomogły,kręgosłup,nogi takie jak z waty.a jak tak się zajmę robótkami ,to choć na chwilę zapominam ,że boli.Mimo,że wszystko leci z cierpnących i bolących rak,podnoszę i robię dalej.Lekarka twierdzi,ze to najlepsza terapia,bo zmuszam organizm do mobilizacji i walki.Jakbym leżała i nic nie robiła byłoby jeszcze gorzej

Dziękuję wszystkim odwiedzającym moje zacisze,dziękuję za komentarze,za pozdrowienia,za słowa wsparcia.Pozdrawiam wszystkich serdecznie.

LinkWithin