Prawa autorskie

Wszystkie prace, zdjęcia i teksty zamieszczone w tym blogu są wyłącznie moją własnością, a jeśli tak nie jest wyraźnie to zaznaczam. Kopiowanie, wykorzystywanie, rozpowszechnianie, przetwarzanie w jakikolwiek inny sposób zdjęć, tekstów oraz wzorów prac bez mojej zgody zabronione.

ZDJĘCIA

Wszystkie prezentowane na blogu zdjęcia są wykonane przeze mnie i moją córkę.
Nie wyrażam zgody na ich kopiowanie i rozpowszechnianie.

Obserwatorzy

czwartek, 16 stycznia 2014

Wyniki i co dalej ?

No to wreszczie jestem po wszystkich badaniach.Od ostatniej chemii już niemal dwa miesiace upołynęły ale z badaniami to za bardzo sie nie spieszą,jak zrobią to znow nie ma kto opisać,to nie ma kto podpisac i tak w kolo.
Ale już wiem ,cała seria chemii niczego nie zmieniła z wyjątkiem mojego samopoczucia.Nie ma zadnej poprawy ale i nie ma nowych przerzutów ,co znaczy ,ze jak narazie udało sie zatrzymać rozwój choroby.I ponoc lepiej nie bedzie ,trzeba sie cieszyć z tego co jest.
Ale ta seria chemia wyraźnie pogorszyła moje samopoczucie i sprawność.Jako efekt uboczny zostało porażenie kończyn dolnych i górnych ,szczególnie niedowład rąk.Neurolog stwierdziła,że objawy są takie jak przy stwardnieniu rozsianym i trzeba je leczyć lekami jak przy SM, a niestety wszystkie są w tym wypadku płatne 100% to nie na moją kieszeń,musi więc zostac tak jak jest.Już i tak dotychczasowe leki mocno nadwyrężają budżet domowy,więc na nowe nie mogę sobie pozwolic.
Rehabilituje się więc sama,jak tylko mogę,Bo siedzieć z założonymi rękami nie mysle.Czasami mam ochote rzucić wszystko w kąt,położyć sie i nic nie robić ,ale to nie nwyjście.
Jak sie wezmę za jakąś robote to nie myślę o tym,że boli,i robię.Może gdybym nic nie robiła,ręce całkiem by sie zastały.
Wróciłam do wikliny papierowej,nakreciłam wielkie ilości rurek,z początku połowa to tylko do wyrzucenia sie nadawała,ale póżniej to juz lepiej szło.
Jak narazie ukręciłam dwa koszyczki wcale nie takie małe ,srednica 20 i 25 cm,wysokość jeden 12 drugi 15 cm.


Zaczęłam następne,tym razem prostokątne.Ale terz nie bardzo mam gdzie suszyć pomalowane koszyki,muszą czekać na pogodę (jak dziś) by na ogrodzie wysuszyć.
Karteczkowania też nie zarzucilam,na święta zrobiłam trochę kartek ,co prawda znacznie mnie niż w poprzednie lata ale zawsze coś.Można je zobaczyć  Kartki świąteczne 2013
Jak sie tylko trafi okazja to coś robię,na chrzest ,na urodziny,ot tak jakie jest zapotrzebowanie rodziny lub przyjaciół.
Ostatnio "uszyłam" takie kartki-koszule dla męża i zięcia na urodziny,i dla przyjaciela rodziny.


No to na dziś będzie dosyć.Mam nadzieję,że teraz na bieżąco będe tu zaglądać i dzielć sie swoimi osiągnięciami i porażkami.
Dziękuje wszystkim co zagladali do mnie mimo że wiało tu pustką.
Troche juz sie :ogarnęłam" i cóż,jak się nie ma co sie lubi,to sie lubi co sie ma .


4 komentarze:

sarLena pisze...

No nareszcie, jupiii dobrze, że wróciłaś do blogowania, wikliny i karteczek. Trzymam kciuki ale o tym wiesz, Buziaki

Anonimowy pisze...

Witak Kundziu :-) koszyki i kartki jak zawsze śliczne :-)
Pozdrawiam Dorota :-)

babcia ja pisze...

No i nareszcie jesteś Lucynko i tak trzymaj bo brakuje mi Twoich przepięknych dzieł sztuki a te koszyczki i karteczki po prostu cudeńka:::
Pozdrawiam cieplutko!!!!!

Anonimowy pisze...

Wchodzę Lucynko, wchodzę. Podziwiam Twoje prace i Ciebie.

LinkWithin